top of page

WOLNA TRYBUNA

Tworzymy tutaj Wolną Trybunę. Będzie ona dostępna dla wszystkich przestrzegających reguł. Prosimy o nadsyłanie wspomnień myśliwskich, opinii i komentarzy. Do publikacji będą zatwierdzane te, które nie wykraczają poza ramy etyki i dobrych obyczajów łowieckich. Nie chcemy powtórki ze znanych skądinąd portali! Darz bór!
Adres do korespondencji:
klubmilolit@gmail.com

DAWNE ŁOWY

Dawno, dawno temu, gdy wielu z nas nie było jeszcze na świecie, zdarzyło się polowanie, o którym teraz opowiedział mi mój Dziadek. Zwykłego, listopadowego popołudnia, a mógł to być trzeci listopada, dzień św. Huberta, młody jeszcze wówczas myśliwy wybrał się na pierwsze w swym życiu łowy na płową zwierzynę. Wtedy były inne warunki polowania, nie było książek do wypisywania wyjścia w teren, łowy nie były otoczone siatką przepisów i zakazów, było więcej swobody, ale i więcej etyki. 

Do zmroku było jeszcze dużo czasu, zasiadka połączona z obserwacją podleśnej łąki dłużyła się, więc sięgnął do torby po jabłko. Lubił te jesienne owoce, chrupiąc je urozmaicał pozorną bezczynność. Wtedy na odległym skraju zarośli i trzcinowisk spostrzegł jakiś ruch. Przez lornetkę rozpoznał przyczynę. To byk daniela wychylił się z gąszczu łóz i w cieniu szarych, listopadowych chrustów tkwił nieruchomo badając wszystkimi zmysłami teren. Odległość zbyt duża na ocenę, ale z widocznego jeszcze duktu powoli zaczęły się ukazywać sylwetki innych zwierząt. Zaczęły żerować na łące, zbliżając się do pilnie śledzącego sytuację łowcy. 

Wreszcie chmara znalazła się w zasięgu strzału i myśliwy mógł z sukcesem skończyć zasiadkę, honorując Patrona i ubitą zwierzynę złomem, ostatnim kęsem i sygnałem łowieckim. Dzień św. Huberta to odpowiedni czas, by snuć takie wspomnienia o dawnych polowaniach, towarzyszach łowów, którzy już odeszli na wieczne łowiska.

To dla Ciebie, mój Dziadku, poświęcam to wspomnienie! 

Darz bór!

Władek Tomaszewski

272374053_485457702975098_6998021261382111978_n.jpg
bottom of page